The Legend of King of Ireland, chapt.3

 

Skończyliśmy 2 rozdział typowym cliffhangerem, zawieszając akcję naszej opowieści w kwietniu 1984 roku. Roku szczególnym, nawet dla tak wyjątkowej kariery, jak będąca udziałem Seana Kelly. Zwyciężał w tym sezonie aż 33 razy.

Jak wcześniej wspomnieliśmy, Francję i jej stolicę upodobał sobie w szczególny sposób. Kompletował trofea z imprez rozpoczynających się w Paryżu, do wiosennych zwycięstw dorzucając na jesieni Paris – Bourges i Paris – Tours, przy okazji wygrywając też Grand Prix w Plouay i Critérium des As.

GRAHAM WATSON ARCHIVEW wiosennym Criterium International wygrał wszystkie 3 etapy: płaski – finiszując z grupy, górski – po solowym ataku i końcową czasówkę, na której pokonał swego młodszego o 3 lata rodaka, rywala i przyjaciela, Stephena Roche’a.

Nic więc dziwnego, że L’Equipe ochrzciła go mianem Insatiable Kelly. Był rzeczywiście „nienasycony”. Jego apetyt obejmował również Tour de France, gdzie zamierzał poprawić swój wynik w klasyfikacji generalnej z poprzedniego roku (7 miejsce). Cel został osiągnięty. Suweren Irlandii ukończył Le Tour na znakomitej 5. pozycji, za Fignonem, Hinaultem, LeMondem i Millarem. Niespodziewanie znalazł jednak pogromcę w sprintach i pozwolił, by Belg Frank Hoste dosłownie wydarł mu zieloną koszulkę na Champs-Élysées.

W kolejnym roku już nie popełnił błędu i zapewnił sobie maillot vert na długo przed ostatnim etapem. Zresztą, w sezonie 1985 skoncentrował się właśnie na wyścigach trzytygodniowych. Do walki w Wielkiej Pętli przygotował się specjalnie, wcześniej „docierając nogę” na Vuelcie (top 10 w GC i 3 wygrane etapy). Tym razem ukończył  najbardziej prestiżowy wyścig na 4 miejscu. Na podium stanęli Hinault, LeMond i Stephen Roche – był to, jak do tamtej pory, najszczęśliwszy  Tour dla Irlandii, w której pubach piwo na cześć kolarzy lało się strumieniami. Zielona Wyspa, kraj bez budzących respekt tradycji kolarskich, za sprawą tej pary stała się nagle potęgą w rowerowym sporcie.

Sean Kelly and Stephen Roche, Professional Irish cyclists

Później, w 1987 roku, Roche wygrał Tour de France (opisaliśmy to w MB? tutaj), w tym samym sezonie kompletując zwycięstwa w Giro d’Italia i mistrzostwach świata. Mimo tego kosmicznego nieomal wyczynu, to Sean Kelly wciąż pozostawał dla rodaków (i tak jest do dziś) numerem 1.

Po udanych występach na grand-tourowych trasach, w sezonie 1986 Król Kelly powrócił do tego, w czym był najlepszy – kompletowania zwycięstw w kolarskich klasykach. Zwyciężał w czterech z pięciu monumentów, łącznie gromadząc 9 takich trofeów, co czyni go trzecim w historii, po Merckxie i Rogerze De Vlaemincku. Oparła mu się jedynie Flandryjska Piękność. Trzykrotnie był o krok od sukcesu w Ronde van Vlaanderen, zajmując 2. miejsce. Wynik, który dla większości był przedmiotem zazdrości, nie zaspokajał głodu ambitnego Irlandczyka. Odbijał to sobie na brukach prowadzących do Roubaix. Tam ponownie stanął na starcie jako faworyt w 1986 roku.

Tym razem, dla odmiany, kończono nie na welodromie, a na asfalcie. Zwycięzcy nie robiło to specjalnej różnicy. Gdy jechał po wygraną nie mogło zatrzymać go ani błoto, ani zimno, ani (jak widzieliśmy) kolejowe szlabany. Był z gatunku tych, co się nie oszczędzają i nie poddają. Mógł być przemoczony, poobijany, poharatany i umorusany jak nieboskie stworzenie. Ale na finiszu zawsze zrywał się do walki.

pic.sean.kellyZ pewnością jego charakter, cechy wolicjonalne, bardziej jeszcze niż predyspozycje fizyczne czyniły go wielkim. Pomagała mu również w karierze wszechstronność. Nie był absolutnie najlepszy w żadnej z kolarskich specjalności. Zdarzali się rywale szybsi, lepiej radzący sobie w górach, lepsi w jeździe na czas, mający doskonalszą technikę jazdy po bruku. Ale on miał to wszystko i wiedział, jaki z tych umiejętności zrobić użytek. Charakteryzował  go doskonały timing. Świetnie wybierał moment ataku i niezwykle rzadko zdarzało się, by przestrzelił lub się spóźnił.

Zawsze był solidnie przygotowany do sezonu. Zimą trenował w rodzinnych stronach. Żadne Calpe. Pytany o tajemnicę jego każdorazowo wybornej formy na „przednówku”, żartował: Zimą mam w domu najlepsze warunki do treningu – całe to irlandzkie słońce.

Czego mu zabrakło w barwnej karierze, tak, byśmy mogli uznać ją za doskonałą w stopniu absolutnym? Poza Flandrią, z pewnością uwierał go brak tytułu mistrza świata. Dwa razy stał na podium. Może w 1987, gdyby nie jechał w jednej drużynie z Rochem? Było ich dwóch w rozgrywającej końcówkę grupce. Ktoś musiał się poświęcić. W 1989 w Chambéry przegrał finisz z LeMondem i Konyszewem. Jeśli chodzi o szybkość finiszową, był już wtedy poza swoim prime time. 2-3 lata wcześniej dałby im popalić.

Nie wierzycie? To popatrzcie. Wyścig zwany wiosennymi mistrzostwami świata, czyli Mediolan – San Remo w odsłonie z roku 1986:

Tegoroczna Primavera już się zbliża. Filmik pięknie wprowadza nas w klimat. Zresztą, nie przypadkiem z prezentacją dokonań jednego z naszych ulubionych kolarzy, czekaliśmy tak długo.  Znajdujemy w jego karierze wszystkie uroki i wspaniałości wiosennego sezonu klasyków, który, w zaczynający się jutro weekend, zainaugurujemy wyścigiem Omloop Het Nieuwsblad. Trudno byłoby w stanie znaleźć kogoś, kto w takim stopniu zaprezentuje nam wszystko, co w klasykach najlepsze.

kelly king of the classicsKing of the Classics, King of the Kasseien – tak tytułowali go dziennikarze, komentatorzy, eksperci. Dla kibiców wciąż, niezmiennie King Kelly.

Młodsi telewidzowie mogli mniej znać go z wizji, a bardziej z fonii. Od wielu lat słuchamy jego charakterystycznego głosu komentującego kolarskie imprezy w brytyjskim Eurosporcie. Jako człowiek czynu nie poprzestaje jedynie na odcinaniu kuponów od zdobytej na szosie sławy.

Organizuje kolarskie imprezy, szczególnie chętnie w rodzinnym hrabstwie, pomaga wystartować młodym rodakom. Najzdolniejszych szkoli w zorganizowanym i firmowanym przez siebie profesjonalnym teamie An Post Chain Reaction. Jest też cenionym ekspertem w dziedzinie rowerowych konstrukcji i części. Nie tylko kolarskim biznesem żyje – bierze aktywny udział w rowerowych imprezach charytatywnych na całym świecie.

Aż żal kończyć, bo przecież można by jeszcze długo… To jedna z takich postaci, o których powstają książki i filmy. Miejmy zatem świadomość, że nie wyczerpaliśmy tematu – to zaledwie szkic. Niedokończony, bo zawsze będzie coś do dodania czy uzupełnienia.  Na deser zostawiliśmy coś specjalnego. Opus magnum wspaniałego artysty.

Przepiękne, prawda? Jak przystało na dzieło życia, skomponowane w kwiecie wieku mistrza. Prawdziwe ukoronowanie kariery. W końcu to Król.

Krzysztof Suchomski

chapter 1

chapter 2