Zima, która zaskoczyła synoptyków

 

2015 Ruta Del Sol stage 3: Contador takes the stage winKiedy tych dwóch wychodzi na czoło na ostatnich kilometrach podjazdu, kolarski świat wstrzymuje oddech. Gdy Froome odskoczył od nielicznych już konkurentów i  z Contadorem na plecach ruszył pod górę, scenariusz wydawał się łatwy do przewidzenia. Księgowy pokołysze się na jego kole przez minutę, a potem wrzuci „wyższy bieg” i hasta la vista, Krzysiek. Przyznajcie, kto z Was nie pomyślał, że tak się to skończy?

Tymczasem to Chris, pedałując zaciekle w końcówce 4 etapu Ruta del Sol, zgubił Alberto. I to na sztywnym podjeździe. Nie przypominało to pamiętnego „wiatraka” z  Tour de France 2013, ale efekt był podobny. Froome przycisnął i wielki Alberto pękł.

Już poprzedniego dnia zwróciłem uwagę na nogi Brytyjczyka.  Wciąż szczupłe, jak reszta Chrisa (przynajmniej ta widoczna), lecz to już nie te cienkie, kruche patyczki sprzed roku. Domyślałem się, że albo lider Sky ma jeszcze zimową nadwagę, albo popracował ostro na siłowni. Patrząc na to, co zrobił na 3 i 4 etapie Vuelta a Andalucia, raczej to drugie. Jeśli moje podejrzenia są słuszne, to mądra decyzja i zaprocentuje w przyszłości, może już niedalekiej. Niemożność tzw. depnięcia uważam za jego największą piętę achillesową, nie pozwalającą mu dotąd właściwie reagować na przyspieszenia rywali.

froomeyandalucia15Imponujący powrót Froome’a, po porażce w pierwszym skrzyżowaniu rękawic, ułatwiła świetna postawa brytyjskiego zespołu, który mocno dokładał starań, by zmazać plamę, jaką dał dzień wcześniej, umożliwiając Contadorowi komfortowy odjazd z czoła peletonu. Tym razem to Kastylijczyk na ostatnich kilometrach został bez wsparcia.

Pojedynki wspomnianej dwójki były niewątpliwie główną atrakcją miesiąca. Obaj nie sprawili zawodu wygłodniałym wielkich kolarskich wydarzeń kibicom i co tu dużo gadać – zrobili nam jeszcze większy apetyt na główne dania  sezonu. Tylko 2 sekundy zdecydowały o zwycięstwie kolarza Sky, natomiast od reszty stawki dzieliła tę parę przepaść.

szmyd cccDla sympatyków biało-czerwonych (w tym przypadku ubranych na pomarańczowo) radosna wiadomość. Świetnie na 4. etapie wypadł Sylwester Szmyd. Czwarte miejsce w tak elitarnym towarzystwie, to (bądźmy szczerzy) znacznie powyżej naszych oczekiwań. Sylwek dał czytelny sygnał, że na Giro d’Italia nie zamierza wyłącznie podpisywać listy startowej. Rola lidera drużyny na Grand Tour mocno go zmotywowała i dała bodziec do ostrej pracy nad formą.  Pracy, której efekty już widać.

CCC Sprandi może start w Andaluzji zapisać po  stronie plusów. Drużyna Wadeckiego pokazała, że w towarzystwie najlepszych world-tourowych ekip czuje się pewnie, bez kompleksów podejmując walkę, uczestnicząc w ucieczkach, finiszując w czołówce. Paterski, Bole i ich koledzy prezentowali dyspozycję znakomicie rokującą na dalszą część sezonu.

Na Zielonej Górze, każdorazowo rozstrzygającej o wynikach Tour of Oman, Vincenzo Nibali chciał wypaść nie gorzej niż jego wielcy rywale w Andaluzji. Zamierzał popisać się zwycięską, długą szarżą w stylu znanym z ostatniej Wielkiej Pętli, ale przeliczył się z siłami. Został dogoniony i sponiewierany przez mniej utytułowanych konkurentów. Zwycięstwo Rafaela Vallsa sporą niespodzianką, bo zostawił za plecami znacznie wyżej notowanych górali, w tym naszego Rafała Majkę, który skończył ten etap i całe zawody na dobrym 4. miejscu. Jeszcze większe zdziwienie budzi czas wjazdu Hiszpana, krótszy od dotychczasowego rekordu Froome’a. Czy Valls zostanie rewelacją sezonu czy tylko efemerydą, okaże się z czasem. Będziemy się kolarzowi Lampre bacznie przyglądać w kolejnych próbach.

strajk w OmanieW Omanie mieliśmy rzadko spotykaną kryzysową sytuację spowodowaną przez burzę piaskową, której towarzyszył  praktycznie niespotykany o tej porze roku upał (do 49 ̊). Fabian Cancellara kolejny raz w długiej i barwnej karierze przejął obowiązki samozwańczego przywódcy strajkowego. Na szczęście nie musiał na rowerze przeskakiwać przez żaden mur (z czym poradziłby sobie jedynie ktoś taki jak Danny MacAskill). Tym razem zamiast muru na kartach historii zapisze się wiadukt, pod którym wiecował komitet strajkowy peletonu. Kolarze oświadczyli organizatorom, że dalej nie jadą. Obrażeni totumfaccy szejków (wśród nich niestety Merckx) straszyli odwołaniem w przyszłości całej imprezy, lecz kolarzy solidarnie poparły kierownictwa teamów. Kryzys skończył się jedynie anulowaniem piątego etapu i dziś wyścig szczęśliwie ukończono.

Ten sezon od początku udowadnia, ile dla kolarstwa znaczy telewizja. Nababowie z Omanu strzelili sobie w stopę, karygodnie zaniedbując sprawę transmisji na żywo, nieosiągalnej nawet drogą internetową. W ten sposób ich wyścig, dotąd uważany za najciekawszy z arabskiego tryptyku, wyraźnie przegrał rywalizację z europejską Ruta del Sol. Europa wreszcie przejęła inicjatywę i do mistrzostw świata w Richmond nie wypuści jej z rąk.

W Portugalii Kwiato nie powtórzył zeszłorocznego zwycięstwa, lecz mimo to jego startem jesteśmy podbudowani. Zapowiadał wcześniej, że w obecny sezon zamierza wejść ostrożniej niż przed rokiem, z mniejszym hukiem, mimo tęczowej koszulki, która nie wydaje się zbytnio mu ciążyć. Jeżeli, mimo to kończy wyścig na drugim miejscu, to co będzie, gdy naprawdę się postara?

sky algarve15Algarve było kolejnym w tym tygodniu pokazem siły Niebiańskiego Teamu. Geraint Thomas zaimponował swobodą, z jaką odjechał przeciwnikom na 2 etapie. Wygrywając portugalską etapówkę, dowiódł, iż jest na dobrej drodze, by zostać jednym z liderów Sky nie tylko na marcowo – kwietniowe klasyki. Ma wszelkie dane, by podążyć drogą przetartą przez swego starszego kolegę z toru. Richie Porte również błysnął formą i na razie wygląda, że ubiegłoroczne koszmary już go opuściły. Podium Giro wydaje się z dzisiejszej perspektywy być w zasięgu Tasmańskiego Diabła.

Na portugalskich szosach ostre przetarcie mieli też zawodnicy drugiej polskiej ekipy, Active Jet. Młodzi Polacy na własnej skórze przekonali się, ile im jeszcze brakuje do world-tourowych ekip, gdy te zaczynają zabawę na serio. To także zysk z takiego startu.

Z wydarzeniami na szosach rywalizowały mistrzostwa świata na torze, a próbując to wszystko naraz obserowować, można było nabawić się zeza rozbieżnego. Jak na tę porę roku działo się wyjątkowo dużo i zakończony tydzień w niczym nie kojarzył się z senną, zimową atmosferą. Ruta del Sol czy Volta ao Algarve swoim poziomem mogły zadowolić nawet koneserów, a emocje związane z pierwszymi starciami faworytów Wielkich Tourów miały wręcz temperaturę raczej przywodzącą na myśl brazylijski karnawał.  Cieszy, że na scenie kolarskiego teatru coraz liczniej występują polscy kolarze i to bynajmniej nie w rolach statystów.

Ale to już powiedzieliśmy sobie, podsumowując poprzedni sezon. Zaliczamy się, jako kraj, do kolarskiej elity, więc na sukcesy polskich zawodników spoglądajmy jak na normalną tego stanu rzeczy konsekwencję.

Krzysztof Suchomski