Cavendish czyta dzieciom

 

Postanowiłem pociągnąć wdzięczny i często dający pole do popisu temat Marka Cavendisha. O ile w ostatnim felietonie interesował mnie przede wszystkim aspekt czysto sportowy, jego aktualna dyspozycja i widoki na przyszłość z tym związane, o tyle dziś chciałbym skupić się na jego wizerunku.

Zaszła w nim bowiem ostatnimi czasy zauważalna zmiana. I dodajmy od razu zmiana na lepsze. Taka, która mnie, starego wykształciucha, wręcz zafrapowała. Cavendish, który (niezależnie od pozycji króla sprintu) dorobił się wcześniej etykietki kolarskiego łobuziaka, zajadłego fightera, gotowego do celu zmierzać dosłownie nie szczędząc łokci, na naszych oczach przepoczwarza się z żarłocznej larwy w powabnego motyla.

cav intelekt

Latka lecą, czas trochę spoważnieć, zwłaszcza  gdy się jest ojcem prawie trzyletniej pannicy, która zaczyna już rozpoznawać tatę na ekranach i monitorach. Nie wypada, by córeczka oglądała, jak tatuś w ferworze szlachetnej, sportowej rywalizacji częstuje z bańki szanownego konkurenta, który ośmielił się drogę mu zajechać.

Zapewne macza w tym palce agencja zajmująca się medialnym wizerunkiem małżeństwa, było nie było, celebrytów. Peta Todd, żona Marka i matka jego dziecka, jest bowiem osobą na Wyspach popularną, toutes proportions gardées, Victorią Beckham kolarskiego światka. Nie przypadkiem bowiem w sieci krąży coraz więcej zdjęć ukazujących Manxmana w „okolicznościach przyrody” wywołujących pozytywne skojarzenia, sugerujących, że mamy do czynienia z kimś, kto potrafi znacznie więcej niż tylko szybko przebierać nogami.

cav's new image

Okulary w grubych oprawkach, starannie utrzymany zarost i dobrze skomponowana z tym garderoba tworzą wrażenie intelektualisty przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, o sylwetce bliższej raczej modelowi młodego akademickiego nauczyciela niż zbuntowanego i skłóconego ze światem beatnika. Wcześniejszy dyżurny intelektualista peletonu, Laurent Fignon, wyłysiałby z zazdrości (gdyby żył, biedaczysko), zaś Fabian Cancellara podobno już nerwowo rozpytuje, gdzie można nabyć takie  twarzowe okulary.

Mnie to się spodobało do tego stopnia (wizerunek, bo okulary już mam), że postanowiłem pójść za ciosem. Jak się bawić, to tak, żeby się knajpa zatrzęsła. Zorganizowałem naszemu bohaterowi entourage godny krytyka literackiego. Teraz to i w TV Kultura mógłby wystąpić. Z wrażenia zaniemówiłaby nawet Kazimiera Szczuka.

cave bubble

I jak się Wam podoba?

Krzysztof Suchomski