Powalentynkowa wyprzedaż

 

Walentynki świętem zakochanych, co sugeruje nastrój radosny, by nie rzec euforyczny. Taki klimacik starają się rozpylić w atmosferze wszelakiej maści sprzedawcy, by opchnąć nam wszystkie buble specjalnie na tę okazję przygotowane. Sądząc po ilości koszmarnych gadżetów, które zostały na półkach i witrynach, nastroje w narodzie jednakowoż od euforii dalekie. Nie poprawiła społecznego poziomu zadowolenia z życia także premiera 50 twarzy Greya. Ktoś nawet napisał, że czuje się dotkliwie zawiedziony, gdyż w filmie nie było ani jednego wilka.

Jak się wydaje, w mediach społecznościowych, a zwłaszcza tych opanowanych przez płeć piękną, przeważa pogląd, iż najlepszym sposobem poprawienia sobie nastroju jest zjedzenie kawałka czekolady. Choć przyznać trzeba, że i tradycyjny seks ma ciągle swoich wiernych  zwolenników (dopóki nie wymrą). Polskim kibicom kolarstwa humory poprawił Maciek Bodnar świetnym występem i drugim miejscem w Tour of Qatar. Natomiast nie ulega wątpliwości, że dla Marka Cavendisha najlepszym stymulantem produkcji endorfin jest wygrywanie – w każdym miejscu i o każdym czasie.

Jego podrażniona utratą prymatu w sprincie ambicja pcha go do zwycięstw już od stycznia. Nie idzie to jeszcze tak gładko, jak za najlepszych lat. Czasem pociąg się zagapi, czasem wyskoczy zza pleców jakiś bezczelny młodziak, bo mit króla sprintu mocno wyblakł ostatnio. Kilku już przekonało się, że Manx Missile nie jest niezwyciężonym herosem, a iluż jeszcze czeka w kolejce, by tego dowieść. Oczywiście, wszystkie te wpadki poszłyby zaraz w zapomnienie, gdyby udało się Manxmanowi wygrać Mediolan – San Remo. Wygrywanie zawodów w rodzaju dzisiejszej Clasica de Almeria jest tylko drogą do celu, choć patrząc na triumfalną pozę Marka na mecie, można by przypuszczać, że to już Via Roma, a nie zaledwie Avenida del  Mediterráneo.

cav almeria3

Rozpatrując szanse Brytyjczyka na powtórzenie zwycięstwa w Primavera, więcej nadziei czerpałbym z jego nadspodziewanie dzielnej postawy na Hatta Hill, kończącym 3. etap Tour of Dubai, gdzie dotarł do mety razem z grupą klasykowców – ściankowców. Skoro cofamy się do tego miejsca, to nie od rzeczy będzie zauważyć, że głównym bohaterem został tam ktoś, kto na triumf w Primavera ma nie mniejszą chrapkę. John Degenkolb, zdecydowanie wygrywając na wspomnianym podjeździe, dowiódł, że na Poggio to on może prędzej zostawić rywali, niż ktokolwiek zgubi jego.

Co prawda, po wjechaniu na szczyt Poggio, nie będzie mógł, jak w Dubaju, położyć się na rozgrzanym asfalcie. Czeka go bowiem zjazd i szalona gonitwa po zwycięstwo z grupą podobnie głodnych zdobyczy chartów. A wśród tych ostatnich nie zabraknie obrońcy tytułu, Alexandra Kristoffa, dopiero co prężącego muskuły w Katarze. Wygrał tam 3 etapy, ale na najważniejszy finisz zabrakło już sił. Czyli szybkość jest, nad kondycją trzeba jeszcze trochę popracować. Czasu wystarczy, toż to jeszcze pięć tygodni, nie ma zatem wątpliwości, że Norweg będzie w pierwszym szeregu faworytów.

Wśród potrząsających grzywami na arabskich piaskach samców alfa nie zabrakło Petera Sagana. Mocno starał się zaimponować swemu nowemu pryncypałowi, jak na razie bez większego powodzenia. Oleg Tinkov nigdy nie ukrywał, że interesują go wyłącznie zwycięstwa. Rosyjski oligarcha wywiera presję na Saganie, dając mu do zrozumienia, że mistrzostwo Słowacji to za mało, by w jego zespole utrzymać status gwiazdy. Ma zatem sympatyczny Piotrek bardziej skupić się na wygrywaniu monumentów niż pokazywaniu sztuczek, bo po to został zatrudniony. A że Mediolan – San Remo jest z wielkich jednodniówek akurat najlepiej pasującą do jego charakterystyki, Słowak w tym roku będzie wychodził ze skóry, by dowieść niedowiarkom skali swych możliwości. Jeśli są tacy, którzy już w ten talent zwątpili, przypomnę, że kolarz Tinkoff Saxo w styczniu skończył dopiero 25 lat. Król klasyków, niezapomniany Sean Kelly, swój pierwszy monument wygrał, licząc sobie 27 wiosen. Poczekajmy zatem spokojnie, bo jak śpiewał inny król, Bob Dylan: czas wszystko zmienia.

Tour of Qatar - Stage Four

Poczekać też wypadnie na demonstrację formy Marcela Kittela. W odróżnieniu od wielkiego rywala, Cavendisha, Niemiec z leniwym dostojeństwem wchodzi w sezon, jakby chciał konkurentom ostentacyjnie dać do zrozumienia: w lipcu się ze mną spróbujcie, chłopaki.

Mieliśmy też w Katarze pierwszą próbę sił pretendentów do zwycięstwa w Piekle Północy. Wigginsowi nie pomogły ani nowy rower, ani nowa koszulka, a tym bardziej nowa broda i tatuaże. W pierwszej w tym roku czasówce mistrz świata musiał przełknąć gorycz porażki. I to żeby tylko z Cancellarą. Złoił mu wytatuowaną skórę nie kto inny, jak obrońca tytułu z Roubaix, Niki Terpstra. Wygrywając zdecydowanie z Anglikiem, Holender zdawał się mówić: wygrałem na Twoim boisku, chcesz mi teraz podskoczyć na moim?

Jak widać, wcale niemało można się dowiedzieć na tych, do niedawna obśmiewanych, arabskich pokazówkach, które nieuchronnie wypierają z kalendarza, mające dłuższe tradycje lecz chudsze portfele, wyścigi francuskie, włoskie czy hiszpańskie. Trzecia z nich, Tour of Oman, rozpoczyna się we wtorek. Pilnie będziemy przyglądać się rywalizacji Nibalego z hiszpańskim duetem Valverde – Purito, do której zapewne zechce swoje trzy grosze wtrącić nasz Rafał Majka, wspomagany przez Pawła Poljańskiego. Na zboczach Green Mountain zobaczymy też Bartosza Huzarskiego. Równolegle z Omanem toczyć się będą dwie etapówki na Płw Iberyjskim. Volta ao Algarve interesuje nas ze względu na start Michałów: Kwiatkowskiego i Gołasia, oraz ekipy Active-Jet, jednak ciekawiej zapowiada się impreza w Andaluzji, Ruta del Sol, pomimo wycofania się Quintany (przedłużanie się pobytu Latynosów za oceanem nie zawsze wróży dobrze). Wystarczy obecność w jednym miejscu Contadora i Froome’a – sama w sobie jest zapowiedzią dreszczyka emocji, zaś my w Polsce będziemy mieli okazję pokibicować kolarzom CCC Sprandi.

A sportowa temperatura wzrosła do takiego stopnia, że niektórzy już nie wytrzymują ciśnienia, czego dowodem choćby incydent na wyścigu w Murcji. Agresywny czeski rowerzysta mało nie staranował pokojowo nastawionego samochodu, starającego się ostrożnie zaparkować na linii mety. Zaniepokojonych śpieszę natychmiast  uspokoić – samochód, po udzieleniu niezbędnej pomocy blacharsko – lakierniczej, został jeszcze tego samego dnia wypisany z warsztatu.

Bądźcie ostrożni na drogach.

Krzysztof Suchomski