Reflektor Bossa Awards 2014 (5)

 

Z grubsza biorąc są dwie strategie planowania i rozgrywania kolarskiego sezonu. Jedna polega na wczesnym wejściu w rytm startowy, ściganiu się tak często, jak to możliwe (na ile organizm pozwoli) i hurtowym zgarnianiu palmares i punktów klasyfikacji UCI. Inna zakłada wytypowanie ograniczonej liczby celów (najlepiej jednego lub dwóch) i przygotowanie się do wybranych startów. Pozostałe imprezy, pełniące rolę poligonu doświadczalnego, traktuje się wtedy drugoplanowo, a wynik w nich jest sprawą mniejszej wagi.

Vincenzo Nibali, nasz laureat w kategorii Cyclist of the Year, w roku 2014 zdecydowanie hołdował tej drugiej metodzie. W odróżnieniu od sezonu 2013, nie błyszczał w marcu  i kwietniu, odpuszczając starty w swoich ulubionych imprezach. Najważniejszym i jedynym celem był Tour de France, zatem forma miała przyjść w lipcu. I przyszła.

IMG_0261

Lider Astany był znakomicie przygotowany do najważniejszej próby sezonu. Rozpracowano w detalach trasę, dobrano taktykę do specyfiki każdego etapu, nie zaniedbano niczego. Rezultat – Squalo panował nad wyścigiem od początku do końca. Jego dominacja nie podlegała dyskusji.

Występ Sycylijczyka na brukach Północy wzbudził wręcz niedowierzanie. Na wyjątkowo trudnym etapie, toczonym w deszczu czyniącym nawierzchnię jeszcze bardziej zdradliwą, nie pojechał defensywnie, asekurancko (co byłoby zrozumiałe), a przeciwnie. Wprawił w konsternację rywali, atakując i kończąc w czołówce, wśród najlepszych specjalistów od brukowych klasyków. Moim skromnym zdaniem, wygrał Le Tour właśnie 9 lipca, na drodze do Arenbergu.

nibali  bruk 2014

Postawił głównych rywali pod presją, której nie wytrzymali – odpadli po własnych błędach. Zatem twierdzenie (a takie zdania padały po wyścigu), że miał łatwe zadanie, bo ubyło mu godnych przeciwników, jest krzywdzące. Podobnie jak gdybanie, czy dałby radę Quintanie (gdyby Unzue wystawił Kolumbijczyka we Francji, a nie we Włoszech). Ja nie miałem co do tego wątpliwości. Wystarczyło mi porównanie stylu, w jakim kolarz Movistaru wygrał ubiegłoroczne Giro, z klasą, jaką Rekin z Messyny wykazał, wygrywając Corsa Rosa rok wcześniej.

Owszem, tak jak inni podniecałem się widowiskową walką Contador vs. Froome na Vuelcie, ale była to dla mnie tylko dogrywka o miejsce za plecami zwycięzcy Tour de France.

Nibali to jeden z kolarzy, którzy nie od razu mnie do siebie przekonali. Dość długo sceptycznie oceniałem szanse Włocha na wejście do kolarskiego Panteonu. Uwierzyłem w jego możliwości w 2013 roku. Zaimponował mi wówczas nie tylko znakomitą formą i wydolnością, lecz przede wszystkim dojrzałością i pewnością siebie. Wiosną znakomicie zniósł presję i zdecydowanie pokonał w psychologicznej wojnie Wigginsa i ekipę Sky. Te zalety (bo uporu i waleczności już wcześniej mu nie brakowało) wyniosły go na szczyt i ponownie pozwoliły zdominować peleton latem ubiegłego roku.

Przypomnę jeszcze, że nominacje w tej kategorii otrzymali triumfatorzy Wielkich Tourów, a więc poza laureatem nagrody, Alberto Contador i Nairo Quintana, oraz mistrz świata Michał Kwiatkowski. Nie miałbym nic przeciwko temu, by w tym roku ta czwórka ponownie siadła do brydża i rozegrała pasjonującego robra o statuetkę Reflektor Bossa Award.

Wiele się na starcie do sezonu mówi (jak zwykle) o szansach pretendentów do największych zaszczytów.  Jeden pundit jest przekonany, że o żółty trykot powalczy Contador z Froomem, inny znawca dowodzi, iż głównym rywalem Białego Kenijczyka będzie jednak Quintana. A Vincenzo Nibali, jakby w cieniu, spokojnie przygląda się tej paradzie kogutów. Pisz, wymaluj, jak w ubiegłym roku. Jest skromny, ale to nie oznacza słabości. Zamiast być mocnym w gębie, woli być mocnym w nogach.

Krzysztof Suchomski

2014 Team of the Year

2014 Race of the Year

2014 Young Cyclist of the Year

2014 Man of the Year