Freedom !!!

 

Jeśli wydawało się Wam, że Peter Sagan to rowerowy akrobata, jak najszybciej o tym zapomnijcie.

Za chwilę przekonacie się, co potrafi wirtuoz dwóch kółek. Na własne oczy ujrzycie, że rower wprawdzie na ogół bywa rowerem, ale równie dobrze może być piłką, windą, katapultą czy  latawcem.  A rowerzysta potrafi być też iluzjonistą, wyczarowującym ewolucje z wdziękiem wirującej baletnicy. Bo Danny MacAskill to już nie tylko sportowiec.Obejrzymy prawdziwe układy choreograficzne, których jest autorem i wykonawcą w jednej osobie.

Nie tylko rowerowe mistrzostwo stanowi o niepowtarzalności tego, co dziś chciałbym Wam pokazać. Na pierwszym z filmów, nakręconym przez Dave’a Sowerby, przyjaciela Dannego,oglądamy też ukochaną ich obu. Ich Bonnie Scotland. Taką jaka jest. Bez makijazu, bez retuszów. Widzimy pejzaże wyjęte z powieści Waltera Scotta i Roberta Louisa Stevensona, oraz mury, które mogły pamiętać Williama Braveheart Wallace’a. Ale także zakątki nie figurujące w żadnych folderach turystycznych i miejsca, o jakich mówi się: zapomniane przez Boga.

Urok plenerów podkreśla ścieżka dźwiękowa. Tak ładnie pasuje, że aż zastygam ze zdziwienia, gdy w napisach końcowych odnajduję kapele: amerykańską Loch Lomond i australijską The Jezabels. No a czegoś się, człowieku, spodziewał? Kobziarzy Pierwszego Batalionu Szkockiej Gwardii grających Auld Lang Syne? Czy to czasem nie byłoby zbyt oczywiste, jak na tak niekonwencjonalnych twórców?

Ale to wolny jak ptak Danny reprezentuje nam dziś nieposkromionego ducha Szkocji. Wraz z nim łamiemy tak przepisy ładu publicznego, jak i prawa fizyki, uczestniczymy w błyskotliwym spektaklu wolności. No limits.

A to wszystko i dużo, dużo więcej zaledwie w 7 minutach i 42 sekundach filmu Way Back Home. Krótkiej perełki o podróży Dannego przez Szkocję, z zamku w Edynburgu do rodzinnego  Dunvegan na wyspie Skye. Zapnijcie pasy.

Kim dokładnie jest Danny MacAskill? Zaczynał jako fanatyk BMX-ów, dzieciak niezrozumiany przez otoczenie. Przeprowadził się do Glasgow, startował w trialach, szczególnie upodobał sobie street trial. Awansował do  czołówki profesjonalnych sportowców ekstremalnych, w 2010 roku znalazł się w elitarnej grupie kilku osób nominowanych do zaszczytnej Laureus World Sports Award w kategorii sportów ekstremalnych.

29-letni obecnie Szkot szybko zasłynął też jako odtwórca w krótkich filmach. Pierwsze video zrealizował w 2009. Kręcono z nim filmy w Argentynie, Południowej Afryce i na Tajwanie. Od 2011 roku współpracuje z kolejnym rodakiem, Stu Thompsonem i Cut Media. Definiują na nowo pojęcie filmu o sztuce rowerowej. Z dobrym skutkiem. Nakręcony jesienią ubiegłego roku The Ridge (Grań) osiągnął 10 milionów odtworzeń już w piątym dniu.

Film jest realizacją dziecięcego marzenia Danny’ego. Chciał wjechać rowerem na grań Cuillin, położoną na wysokości 992 metry. I gdy już objechał świat, powrócił na Skye, by to marzenie mogło się ziścić.

Zanim dosiądzie roweru, widzimy go najpierw płynącego przez Loch Scavaig. Bonnie Scotland w pełnej krasie. Woda, góry, niebo, ani śladu cywilizacji. Trzeba być nieczułym, by nie ulec tej magii. Wyobraźnia pracuje. Woda rozpryskuje się o skały, słony wiatr od morza na policzkach i smak na ustach, zapach traw, krzyk mew. Brakuje dymu… Skąd mi się ten dym tu zaplątał?

Ano tak, jesteśmy na Skye. To o bursztynowym trunku Isle of Skye autor Whisky Bible, Jim Murray, napisał Whisky That Gives Us All Reason To Live! I to nic, że pędzą ją akurat na Speyside. Jesteśmy w Szkocji, a to najbardziej szkocka ze wszystkich szkockich atrakcji.

Wabi nas obraz, złapaliśmy właściwy smak i zapach, doceńmy i dźwięki. Tym razem szkockie, nieżyjącego już emigranta, Martyna Bennetta. Uzbrojony w taki background nasz bohater rusza w góry. Niektóre ujęcia możemy obserwować dzięki kamerze na jego kasku, inne z krążącego wokół drona. Żaden kamerzysta nie byłby tak szalony, by podążać za Dannym na grań o szerokości stopy. Gdy staje na szczycie w promieniach wschodzącego słońca, mam ochotę nabrać w płuca rześkiego powietrza i wrzeszczeć jak Wallace: Freedom !!!.

A potem zuchwały zjazd po półkach węższych niż w mojej bibliotece, o centymetry od przepaści mogącej przyprawić o zawrót głowy. Jeszcze zgrabny frontflip na kolczastym płocie i Danny zjeżdża na plażę. Siadamy obaj, on na piasku, ja w swoim fotelu. Nie wiem o czym on tam myśli, ale mnie przychodzi do głowy, że coś w życiu mnie ominęło, szansę na coś bezpowrotnie utraciłem. Ten film dojmująco mi to uświadamia.

I jeśli jest jakieś życie po życiu (w moim wieku czasem myśli się o takich sprawach), transcendentne przemieszczenie dusz – to ja już wiem, co chciałbym w następnym wcieleniu zrobić.

Krzysztof Suchomski