Crazy Tour 1987 – Szatański plan Guimarda

 

Wyścig opuścił Pireneje, by skierować się w stronę Masywu Centralnego. Robert Millar pytany o taktykę na trzeci tydzień, powiedział: tu nie da się realizować żadnej taktyki, wszyscy wciąż chcą atakować, trzeba wsiąść na rower i jechać tak szybko jak się da. To wymownie świadczy o charakterze wyścigu, po którym wszystkiego można było się spodziewać. Jednak nie tego, co stało się na pozornie łatwym, transferowym etapie do Blagnac.

1987-ulewaWściekła burza z piorunami, strugi ulewnego deszczu, fajerwerki błyskawic na granatowym niebie – sceneria jak z filmu grozy. Strumienie rwącej wody omal nie zmyły kolarzy z szosy. Lepiej zorganizowali się w tej kryzysowej sytuacji kolarze Système U i Cafe Colombia. W 29-osobowej grupce znaleźli się m.in. Mottet, Fignon, Delgado, Herrera, Parra, Anderson i Hampsten. Peleton, w którym została większość pretendentów, w tym główni rywale lidera, Bernard i Roche, tracił już ponad 2 minuty, lecz kolarze Carrery zredukowali na mecie różnicę do 1’07”.

16 odcinek Touru, do Millau, wygrał Francuz Régis Clère z zespołu Teka, który po 188 km samotnej jazdy osiągnął metę z przewagą ponad 14 minut na grupką wytrawnych górali. Ci ostatni rozegrali między sobą piękną walkę, gubiąc kolarzy Système U i niespodziewanie słabnącego Millara  na stanowiącym premię górską I kategorii podjeździe Le Cade. Tam Mottet oddał Roche’owi i Bernardowi cały „zarobek” dnia poprzedniego, nadal jednak przywdziewał żółty trykot. Tak było do Mt. Ventoux.

18 etap kończący się na Górze Wiatrów był jazdą na czas. Ponad połowę z 36,5 km należało zatem przejechać pod górę.  To miała być niezwykle surowa weryfikacja kandydatów na zwycięzcę Wielkiej Pętli. Pure climbers mieli w tej próbie zdecydowanie więcej szans niż tradycyjni czasowcy, a najkorzystniej było łączyć obie te specjalności, o końskim zdrowiu nie wspominając – ostatecznie był to już 19 dzień wyścigu i mimo poprzedzającego próbę dnia odpoczynku (pierwszego i jedynego) kolarze mieli pełne prawo odczuwać skutki zmęczenia.

Jean-Francois Bernard pojechał swój najlepszy tegoroczny etap, a jak twierdzi wielu fachowców, również najlepszy w karierze. Francuzi, do niedawna żyjący wyłącznie wspomnieniami minionych dni chwały, w 2013 roku nagrali nawet film (montując fragmenty relacji telewizyjnych z różnych lat) ukazujący Bernarda pokonującego w wirtualnym pojedynku na Mt. Ventoux innych zwycięzców: Merckxa, Pantaniego, Garate i Virenque’a. Na marginesie, film zawierał również inne niezamierzenie humorystyczne momenty, np. wypowiedzi Virenque’a (!) o tym, że przegrywał z Armstrongiem, bo Amerykanin był oszustem. Cóż… tylko we Francji.

Faktem jednak jest, że Bernard, uważany przez sporą część francuskich kibiców za następcę Hinaulta, znokautował rywali, pokonując drugiego w tym dniu Herrerę o 1’39”. A na kolejnych miejscach uplasowali się: Delgado (strata 1’51”), Parra (2’04”), Roche (2’19”). Dotychczasowy lider, Mottet, zajął 9 miejsce, tracąc 3’58” i oddał maillot jaune zwycięzcy etapu. Kolarz Toshiba – La Vie Claire wyprzedzał teraz w klasyfikacji Irlandczyka o 2’34”, Motteta o 2’47” i Delgado o 3’56”. Wciąż wydawało się, że wszystko układa się pomyślnie dla gospodarzy.

Ale to właśnie, będący francuską ikoną, Cyrille Guimard wymyślił plan, jak pozbawić rodaka żółtej koszulki. Następnego dnia zawodnicy Système U zabrali podwójne racje żywnościowe. Fortel polegał na zaatakowaniu rywali w strefie bufetu (na ile było to sportowe, oceńcie sami), za którą znajdował się wąski most, gdzie zwykle tworzył się „korek” spowalniający dużą grupę. By uzyskać pewność, że ścigająca uciekinierów ekipa Bernarda pozbawiona będzie wsparcia najsilniejszej w peletonie Carrery, Mottet dopuścił do tajemnicy także jej lidera, Roche’a.

Plan początkowo powiódł się tym lepiej, że Bernard złapał gumę i w momencie wjazdu na most dopiero doganiał peleton. Roche i Mottet z pomocą swoich ekip zaatakowali, zabierając ze sobą nie zasypiających gruszek w popiele Delgado i Herrerę. Wokół Bernarda zorganizowała się grupa pościgowa, lecz różnica rosła w oczach. Mimo, że w grupie było kilku dobrych górali, nikt nie kwapił się, by „umierać” za lidera. Wydawało się, że podstęp Système U zapewni im odzyskanie żółtej koszulki. Plan miał jednak jeden słaby punkt – okazał się nim Charly Mottet, który w górach nie mógł równać się z najlepszymi wspinaczami. Nie potrafił też sprostać znakomicie tego dnia dysponowanemu mistrzowi Irlandii. Ten ostatni, nie będąc wybitnym góralem, miał jednak znakomity wskaźnik siły do wagi, a jego kondycja fizyczna wydawała się nie do zdarcia. Zadziorny irlandzki charakter sprawił, że po porażce na Mt. Ventoux niedoszły operator obrabiarki z Dublina pałał chęcią rewanżu.

Zobaczymy w prezentowanym fragmencie moment (8’22”), w którym atakuje Delgado i dołącza do niego Roche. W tej właśnie chwili zawalił się domek z kart Guimarda.

Roche pierwszy raz w karierze przywdział trykot lidera Tour de France. Nie mógł być jednak niczego pewny. W tym niesamowitym wyścigu każdego dnia czekała nas inna niespodzianka.

Krzysztof Suchomski

 

pierwsza część historii Tour de France 1987

druga część historii Tour de France 1987