100. Tour de France Resumé (2): Przygody Pana Michała

W stepie szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz… podśpiewywałem sobie zasiadając przed monitorem w oczekiwaniu na dobrego streama. Nasz nowy bohater, Mały Rycerz XXI wieku, Michał Kwiatkowski, zasługuje teraz bardziej na tę przyśpiewkę niż siatkarze, a jacy tam zresztą z tych drągali mali rycerze – śmiech na sali, bardziej na Podbipiętów pasują. Dochodzę zatem do wniosku, że godne i sprawiedliwe będzie, jeśli kibice kolarstwa przejmą ten „hymn” od siatkolubów. Tamci zresztą po dobroci nie oddadzą, więc bezczelnie trzeba im ukraść (i niech sobie coś o Anastasim ułożą). Bo z tego, co widzieliśmy na szosach Francji, zapowiada się, że serial Przygody Pana Michała będzie polską widownię gromadził przed telewizorami jeszcze przez wiele sezonów.

Po niezwykle udanej wiośnie nasz zawodnik, zyskujący już status wschodzącej gwiazdy Omega Pharma, zachował skromność i trzeźwość umysłu. Jadę po naukę – zadeklarował. Nie stawiam przed sobą żadnych konkretnych celów. Jego szef, stary wyjadacz Patrick Lefevere, wtórował mu, oświadczając, że polski debiutant pojedzie bez presji na wynik. Jednak już na Korsyce nici wyszły z tych zapowiedzi, bo Kwiato pojechał pierwsze etapy tak dobrze, że przed drużynową jazdą na czas w Nicei pojawiła się realna szansa sięgnięcia po żółtą koszulkę. Przeżyliśmy nerwowe chwile, w zasadzie już widząc naszego Michała na żółto, gdy startujący jako ostatni zespół Orica – GreenEdge zdmuchnął nam pianę z tego piwa. Zabrakło 75 setnych sekundy.

kwiatek
  Lepiej poszło z białą koszulką. Przypomniała nam się stoczona na Giro batalia Rafała Majki z Carlosem Betancurem. Teraz następny Polak wydzierał sobie biały trykot z kolejnym Kolumbijczykiem. W Pirenejach mistrz Polski oddał koszulkę najlepszego młodzieżowca swojemu rówieśnikowi z Andów, odebrał ją na czasówce do Mont Saint-Michel, by definitywnie pożegnać się z nią po Mt.Ventoux. Przyjeżdżający w ścisłej czołówce na płaskich i pagórkowatych etapach, rozsądną jazdą minimalizujący straty w wysokich górach, znakomity na czasówkach – stanowił nasz Mały Rycerz jedną z większych rewelacji jubileuszowego Touru.

Zadziwił wszystkich, jak i samego siebie, tym jak dobrze zniósł w debiucie trudy trzytygodniowego wyścigu. Obawialiśmy się tych mitycznych podjazdów, bo mimo iż Kwiato sygnalizował wiosną znaczny progres wspinaczkowych umiejętności, to jednak takiej ścieżki zdrowia jeszcze nie forsował. 23-latek rozwiał wszystkie obawy, potwierdzając i fizyczne, i psychiczne zadatki na wielkiego kolarza. Lefevere przyznał, że wynik i postawa Michała znacznie przerosły oczekiwania. I spodziewa się, że za rok wróci, by poprawić wynik. Sam zawodnik zasmakował w grandtourowym ściganiu i teraz już dostrzega w tym swoją szansę, choć wcześniej zarzekał się, że trudno mu będzie osiągać sukcesy w takich imprezach, ponieważ nie ma naturalnej budowy górala (z tkanką tłuszczową poniżej 5% masy ciała). Jaki to jednak problem w dzisiejszych czasach, gdy co najmniej kilka nowych propozycji diety – cud loguje się nam przy każdym otwarciu komputera?

kwiato
  Wyczyny Polaka na galowej edycji największej kolarskiej imprezy nie mogły przejść w kraju bez echa. Michał Kwiatkowski awansując na czołówki serwisów informacyjnych, zakręcił kołem zamachowym mechanizmu popularności. Polacy na nowo odkrywają będące przecież kiedyś „solą tej ziemi” kolarstwo szosowe. Teraz na forach internetowych kipi dyskusja nad przyszłymi planami 11. kolarza setnej Wielkiej Pętli. Większość zdaje się zgadzać, że Mały Rycerz powinien już niedługo wygrać Tour de France (nie rozdrabniając się na jakieś Vuelty), wątpliwości rodzą się tylko w związku z wysuwanymi też sugestiami, że wcześniej mógłby też dla rozgrzewki pozamiatać w ardeńskich klasykach.

Pewien niepokój sceptyków (bo i tacy są) budzi fakt, że Kwiato, przy całej swej wszechstronności, nie jest wybitnym specjalistą w żadnej dziedzinie. A lepszym sposobem na wygrywanie ( i tu wyszło szydło z worka, jak bardzo jesteśmy spragnieni zwycięstw) jest bycie debeściakiem w wąskiej specjalności. Czyta takie wypowiedzi nasz bohater i wie już jak trudno wszystkich zadowolić – to ta gorsza strona sławy. Ja nie mam specjalnie za złe naszemu młodemu kolarzowi tego harmonijnego, „wielowątkowego” rozwoju. Znam kogoś, kto był całkiem dobry, aczkolwiek nie wybitny, w paru specjalnościach. Duża wydolność organizmu i waleczność, dobrze się wspinał i nieźle zjeżdżał, potrafił znakomicie pojechać czasówki i prologi. Wygrywał w tygodniówkach i klasykach, został mistrzem świata, wreszcie triumfował i w Wielkiej Pętli. Ten ktoś nazywa się Cadel Evans. Nie miałbym nic przeciwko temu, by Michał Kwiatkowski skopiował jego osiągnięcia. Na razie ma 23 lata i tylko jeden Polak w historii pojechał lepiej od niego w Tour de France.

„Kwiatek show” zepchnął w cień poczynania dwóch pozostałych naszych reprezentantów w tym prestiżowym wydarzeniu. Przemek Niemiec po znakomitej, życiowej wręcz wiośnie, ukoronowanej świetnym występem na Giro, na Tour pojechał w nagrodę. Szybko okazało się, że fizycznie nie jest w stanie rywalizować z czołówką. Ale wyścig zaliczył i będzie miał co dzieciom i wnukom opowiadać. Dla 33 latka, kto wie czy nie ostatnia taka szansa, trzeba korzystać z okazji. Rozpieszczeni wiosennymi sukcesami naszych orłów, chcieliśmy widzieć w Przemku lidera Lampre, lecz było to ponad jego możliwości. Podobnie jak wielu przed nim przekonał się na własnej skórze, jak trudno jest przejechać Wielką Pętlę, mając Giro w nogach.

body
  Maciej Bodnar był lepiej widoczny w różnobarwnej kolumnie. Częściej na odcinkach płaskich, które są jego specjalnością, ale można go było również dostrzec całkiem zgrabnie wspinającego się na pomniejsze górki. Wyróżniał się, gdy trzeba było rozkręcić lub utrzymać wysokie tempo grupy, a zdarzało się, że był ostatnim z pomocników, którzy zostawali do pomocy Saganowi. Jego pracę dla lidera zauważono, zbierał pochlebne opinie zagranicznych komentatorów telewizyjnych. Tyle o naszych, a obcych weźmiemy pod lupę w ostatniej części powyścigowych remanentów.

Krzysztof Suchomski